Gdy mówi się o żołnierzach wyjeżdżających na zagraniczne misje pokojowe, pojawiają się zarówno pochlebne opinie dotyczące ich bohaterstwa i patriotyzmu, jak i te mniej pochlebne dotyczące motywacji narażenia życia. Mówi się czasem, że ci ludzie dla pieniędzy są w stanie narazić swoje życie. Tylko czy takie insynuacje są uprawnione?

Nikt nie przeczy, że wyjazd na misję pokojową wiąże się z dodatkowymi środkami w domowym budżecie. Jednak trzeba pamiętać, że nie dzieje się to bezwarunkowo. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że żołnierze wyjeżdżający na misje pokojowe rozpoczynają z losem swoistą grę w rosyjską ruletkę. Jeśli wszystko przebiegnie spokojnie i żołnierz przetrzyma te pół roku swojej zmiany, to wróci do domu bogatszy. Co jednak, jeśli w trakcie trwania misji wydarzy się jakiś przykry incydent? Pomijając już, że z takiego incydentu można nie wyjść cało, to przecież nawet jeśli udaje się zachować życie, to trzeba liczyć się z tym, że zmieni się ono całkowicie. Konieczne mogą okazać się operacje plastyczne czy rehabilitacja, a w najgorszym wypadku amputacja. To zaś wiąże się z wydatkami, które przewyższają znacznie to, co żołnierz może zarobić na misji. Nie jest więc powiedziane, że żołnierze jadą do Iraku czy Afganistanu wyłącznie dla kasy. Muszą przecież wiedzieć, co może się zdarzyć.